Steve Jobs nie zniknął z oczu opinii publicznej z dnia na dzień. Jego upadek był publiczną, choć fragmentaryczną narracją, która toczyła się przez osiem lat. Wszystko zaczęło się od diagnozy, która ostatecznie kosztowała go życie, po której nastąpiły głośne interwencje medyczne i nagła emerytura, która wstrząsnęła światem technologii.

W 2003 roku u Jobsa zdiagnozowano rzadką postać raka trzustki. Nie był to typowy gruczolakorak trzustki, jaki zna większość ludzi. Był to guz neuroendokrynny trzustki (NEO). Takie nowotwory rosną wolniej i są znacznie łatwiejsze do wyleczenia niż formy agresywne. Jobs miał przewagę czasu.

Przez rok utrzymywał diagnozę w tajemnicy. Następnie w 2004 roku ogłosił, że przeszedł operację usunięcia guza. Firma wydała oświadczenie, w którym stwierdziła, że ​​wraca do dobrej kondycji. Wrócił do pracy. Wypuścił iPoda Nano i Apple TV. Świat nadal żył własnym życiem.

Ale rak wrócił.

W 2008 roku Jobs zaczął brać zwolnienia lekarskie. Jego wygląd się zmienił. Stracił dużo na wadze. Rozeszły się pogłoski. Powrót raka? Albo coś innego? Prawda była bardziej skomplikowana.

W 2009 roku Job otrzymał przeszczep wątroby. Był to krytyczny punkt zwrotny w jego historii choroby. Przeszczep nie był bezpośrednio związany z leczeniem raka. Było to prawdopodobnie spowodowane chorobą wątroby lub powikłaniami wynikającymi z wcześniejszych problemów zdrowotnych. Nowa wątroba dała mu nowy początek. Przez krótki czas to działało. Wrócił na scenę podczas Macworld 2009. Wyglądał na wyczerpanego, ale żył. Wypuścił iPada.

Potem nadszedł koniec.

W sierpniu 2011 r. Jobs zrezygnował ze stanowiska dyrektora generalnego Apple. Jego miejsce zajął Tim Cook. Przejście zostało przeprowadzone z korporacyjną precyzją, ale powód był oczywisty. Hiob był chory. Bardzo chory.

Dwa miesiące później, w wieku 56 lat, zmarł z powodu powikłań związanych z rakiem trzustki.

Chronologia wygląda surowo. Diagnoza w 2003 r. Operacja w 2004 r. Przeszczep w 2009 r. Rezygnacja w 2011 r. Śmierć w 2011 r. Różnica między diagnozą a śmiercią wynosiła osiem lat. To długi czas w przypadku raka trzustki. Większość pacjentów przeżywa mniej niż rok od rozpoznania zaawansowanej, agresywnej postaci choroby. Forma Jobsa była rzadsza. Wolniej się rozwija. Ale w końcu wygrała.

Dlaczego przeżył tak długo? Kluczem jest rzadki guz neuroendokrynny. Nie daje tak szybko przerzutów. Pozwala na interwencje. Ale interwencje mają swoje granice. Przeszczep wątroby nie może wyleczyć raka ogólnoustrojowego, który już się rozprzestrzenił. Ona może tylko kupić czas.

Śmierć Jobsa nie była nagła. To był punkt kulminacyjny. Rezygnacja była sygnałem. Społeczność wiedziała, że ​​coś jest nie tak. Ciało nie mogło już tego ukryć.

Spuścizna jego choroby nie ma jedynie charakteru medycznego. To jest aspekt korporacyjny. Dzięki temu zmiana przywództwa w Apple przebiegła sprawnie, ale było to też przypomnienie, jak kruchi są ci technologiczni giganci. Opierają się na pojedynczych punktach awarii. Kiedy Hiob upadł, maszyna nadal pracowała. Ale mężczyzny już tam nie było.

Zmarł w wyniku powikłań wywołanych rakiem trzustki. Typ jest określony. Chronologia jest jasna. Wynik był nieunikniony. Czas trwania stał się zmienny.