Tesla milczał przez rok. Ukryłem brzydkie szczegóły. A teraz? Kurtyna jest podniesiona.
Federalna baza danych ujawniła szczegóły 17 wypadków, które miały miejsce od połowy 2025 r. do początku 2026 r. TechCrunch jako pierwszy zauważył to, a następnie WIRED zagłębił się w dochodzenie.
Szczególnie wyróżniają się dwa zdarzenia. Nie z powodu usterek oprogramowania. Ale dlatego, że osoby pracujące zdalnie jeździły „autonomicznymi” samochodami Tesli i uderzały w przeszkody.
Te wypadki
Obydwa wydarzyły się w Austin. W środku nie było żadnych płacących pasażerów. Tylko instruktorzy bezpieczeństwa siedzieli obok kierowcy i obserwowali młody samochód samobieżny. Prędkość była niska – niecałe 10 mil na godzinę.
Lipiec 2025.
Samochód utknął na poboczu drogi i nie chciał jechać. Instruktor znajdujący się w środku wezwał pomoc przez radio. Zdalny pracownik Tesli przejął kontrolę. Dosłownie.
Kierowca zdalnie sterowany skierował się w stronę krawężnika, najechał na niego i uderzył w metalowy płot. Prędkość wynosiła osiem mil na godzinę. Niezbyt szybko, ale wystarczająco, żeby zostawić siniaki. Instruktor bezpieczeństwa odniósł lekkie obrażenia. Nie wylądowałam w szpitalu, ale to był nieprzyjemny dzień.
Styczeń 2026.
Kolejna prośba o pomoc, tym razem dotyczącą nawigacji. Interweniował inny zdalny pilot. Przejął kontrolę nad samochodem i wjechał nim prosto w tymczasową barierę budowlaną. Prędkość wynosi dziewięć mil na godzinę.
Zadrapania na błotniku, porysowana opona. Nikt nie został ranny. Przynajmniej Tesla nie zgłosiła żadnych ofiar.
Cisza z wyższych pięter. Pamiętacie, że Tesla nie ma nawet służby prasowej? Brak komentarzy z orbity Muska. Tylko przesyłanie danych i nagłówki.
Problem ze zdalnym sterowaniem
Tu nie chodzi o błędy w kodzie. Mówimy o rezerwie ludzkiej. O kamerzyście.
Wszyscy ich używają. Jak wynika z listów wysłanych w tym roku do senatorów, amerykańskie floty pojazdów autonomicznych polegają na zdalnych poleceniach, aby pomóc bezdomnym pojazdom. Zazwyczaj? Są to jedynie zalecenia.
Inne firmy pozwalają swoim pracownikom na wysyłanie podpowiedzi: „Tutaj skręć w lewo”, „Tutaj się zatrzymaj”. „Mózg” samochodu decyduje, czy zaufać radom, czy je zignorować. Waymo pozwala profesjonalistom zdalnie sterować swoimi samochodami. Z prędkością do 2 mil na godzinę. Ale tylko w procesie uczenia się. I to wszystko.
Teslę? Kolejna liga. Lub inny scenariusz. Ich zdalni pracownicy jeżdżą prawdziwym samochodem. Bezpośrednio. Często.
To niepokoi ekspertów ds. bezpieczeństwa. Dlaczego? Komunikacja mobilna jest niestabilna. Występuje opóźnienie sygnału. Co dokładnie widzi zdalny sterownik? Czy strumień wideo ma wysoką rozdzielczość? Czy istnieje opóźnienie między momentem, w którym widzi krawężnik, a momentem, w którym uderza?
Noah Goodall, niezależny badacz zajmujący się autonomiczną jazdą, powiedział WIRED, że rodzi to poważne pytania. O rozdzielczości obrazu. Zasięg sieci. O ułamkowym opóźnieniu, które pojawia się podczas kontrolowania dwutonowej metalowej skrzynki.
„Rodzi to pytanie o to, co dokładnie widzi kamerzysta pod względem zasięgu sieci i rozdzielczości obrazu…”
Prowadzenie pojazdu za pomocą rąk jest już trudne. Robić to przez ekran? Z potencjalnym opóźnieniem? Ryzykowne działanie.
Rzeczywistość na drogach
Flota robotxi Tesli jest niewielka. Mniej niż 100 samochodów. Trzy miasta w Teksasie. Austina. Dallas. Houston.
Waymo? Prawie 4000 pojazdów. Zupełnie inna skala.
A w połowie samochodów Tesli nadal znajdują się ludzie. Siedzą na miejscu pasażera. Na wszelki wypadek.
Czas oczekiwania? Straszny. Od wystrzelenia w kwietniu w Dallas i Houston minęło ponad 35 minut. W Austinie? Czasem zupełnie nic. Samochody znikają. Niedostępne. Miasto duchów.
To jest ważne dla Elona. Jej przychody – potencjalna premia w wysokości bilionów dolarów do 2035 r. – są powiązane z podażą. Subskrypcje. Działająca robotaxi. Powiedział, że zabrakło ostrości. Nie dla elektrycznych sedanów. O technologiach autonomicznych. Robotyka.
Więc obserwujemy. Czekamy. Płoty pozostają pogięte.
Jak zaufać ręce, której nie widać?
Być może jeszcze nie.























